21.6.16

Zaczyna się [GH]

Rose Weasley nie lubiła wracać do szkoły po przerwie świątecznej. Prawdę mówiąc, w ogóle nie lubiła szkoły. Jedyną osobą, za którą tęskniła w domu, była jej przyjaciółka Laurel, ale mogły przecież pisać listy, a mama była na tyle zdolna, że Rose w ogóle nie potrafiła zrozumieć, po co musi chodzić do szkoły.
Chyba tylko po to, żeby Scorpius Malfoy miał pożywkę.
Podróż pociągiem zawsze mijała jej na ciągłym wyglądaniu na korytarz, czy może oprawca już się nie zbliża, a normalna rozmowa była niemal niemożliwa ze względu na jej ściśnięte gardło. Pierwsza potyczka była zawsze najtrudniejsza, bo Albus za każdym razem obrywał i kończył z połamanym nosem, przez co wychodził na łamagę i jemu też się obrywało wyzwiskami. Ale nietrudno jest wyjść na łamagę, kiedy atakuje cię trzech wyższych chłopaków.
Tego dnia, a był to dzień powrotu do Hogwartu po przerwie bożonarodzeniowej w połowie drugiej klasy, Scorpius Malfoy pojawił się w drzwiach przedziału już po kilkunastu minutach.
– Cześć, poczwary – przywitał ich z cynicznym uśmiechem.
– Wypchaj się, Malfoy – warknął Albus.
– Co, Potter, nos już się zagoił?
– A gdzie twoi kumple, nie boisz się być tu bez nich? – zapytała buńczucznie Laurel.
– Spokojnie, nie przyszedłem się bić, chciałem się tylko przywitać z moją ulubioną waleczną Gryfonką. – Posłał Rose przeszywające spojrzenie. Skuliła się w kącie.
– Spadaj stąd – warknął znowu Albus. – Odczep się wreszcie.
– Grozisz mi, Potter? Patrzcie, Postrzelony Potter zrobił się waleczny. Zarycz jak lew, Potter, może chociaż ty okażesz się być godnym wątpliwego przywileju bycia Gryfonem. A może boisz się, że trafisz do gazety z obitym nosem?
– Albus nigdy nie był w gazecie – odezwała się w końcu Rose.
– Nawet lepiej, mam dosyć oglądania jego twarzy na co dzień, jeszcze by mnie straszyło tym widokiem z gazety, fuj. – Zrobił pauzę. – Ale widzę, że waleczna Gryfonka chce się pobawić. Dobrze, Rosie, co masz mi do powiedzenia?
– Malfoy, wyjdź stąd – poprosiła. Sama jego obecność źle na nią wpływała. Oczywiście nie posłuchał.
– Tylko na tyle stać Gryfonkę? No dalej, pokaż, co potrafisz! No chyba że się boisz.
– Nie boję się! – pisnęła. Malfoy prychnął, a Albus wstał.
Na szczęście akurat korytarzem przeszła kobieta z wózkiem, więc Scorpius zdecydował się opuścić ich przedział. Rose niemal natychmiast się rozpłakała.
Praktycznie codziennie było tak samo – Malfoy gdzieś ją znajdował i nie dawał spokoju, dopóki się nie rozpłakała albo Albus nie kończył z obitym nosem. I za każdym razem mówił to samo.
Waleczna Gryfonka.
Boisz się.
Nie dasz rady.
Tchórz.
Codziennie oskarżał ją o to, że nie jest godna bycia Gryfonem, chociaż nigdy nie dała mu powodu, żeby tak mówił. Doprowadził do tego, że Rose zaczęła w to wierzyć – naprawdę nie zasługiwała na bycie Gryfonem. Dlatego zabroniła komukolwiek mówić o sprawie rodzicom. Gdyby dowiedzieli się, że Rose nie jest godna bycia w Gryffindorze, na pewno byliby strasznie zawiedzeni i wstydziliby się jej.
Jedyną osobą, której bał się Scorpius Malfoy, był James Syriusz Potter. Był starszy, silniejszy, nieustraszony, zawsze szukał zwady i – co dla Scorpiusa było najgorsze – nie cierpiał absolutnie wszystkiego, co miało związek z Malfoyami. Dlatego gdy tylko nadarzała się taka okazja, Rose trzymała się blisko Jamesa, bo wiedziała, że wówczas Scorpius nie podejdzie. Niestety, nie mogła chodzić za nim cały dzień, bo nie było to po prostu możliwe. Mieli przecież zupełnie inne lekcje.
Pewnego styczniowego dnia James doprowadził podczas meczu do upadku z miotły szukającego Ślizgonów. Sędzia uznał to za faul, James zarzekał się, że to nie jego wina, zwykły nieszczęśliwy wypadek, ale sędzia nie uwierzył. Potter został chwilowo zawieszony, a Scorpius miał tymczasowo zastąpić rannego zawodnika. James nie mógł tego przeboleć. Chodził wzburzony i okropnie przeklinał. Rose słuchała tego z drugiego końca pokoju wspólnego i zakrywała uszy.
– Myślicie, że James zrobił to specjalnie? – zapytała Laurel, śledząc wzrokiem dreptającego w kółko Pottera.
– Nie, wziąłby wtedy karę bez gadania – sprostował Albus. – Myślę, że on nie kłamie.
– Ale w jaki sposób mógł wjechać mu w ogon niechcący? Miotła sama mu wyrwała?
– Niemożliwe, miotły są niezawodne przecież.
– Są zawodne – wtrąciła Rose. – Czasem są podatne na bardzo silne czary.
– Myślisz, że ktoś zaczarował miotłę Jamesa? Niemożliwe, musiałby być co najmniej czarnoksiężniczkiem. – Laurel pokręciła głową.
– Czarnoksiężnikiem – poprawił ją Albus. – Nie mówił czarnoksiężniczkiem to takie… pierwszoklaśne. Przecież nie ma takiego słowa.
Pierwszoklaśne? – Rose popatrzyła na niego z politowaniem.
– Tak – potwierdził stanowczo.
– Wiesz, co jest pierwszoklaśne, Al? – zapytała Laurel. – Udawanie, że masz dobry wzrok, bo wstydzisz się okularów. Twój tata ma przecież okulary, to nic złego.
– Tak, ma. I ja też będę miał. I będzie mi brakowało jeszcze tylko blizny na czole. Nie, dzięki. Jest w porządku.
Skrzyżował ręce na piersi i popatrzył zagniewany przez okno. Nie cierpiał, kiedy wszyscy mówili mu, że jest podobny do ojca. Dlaczego wciąż to robili? Czy oczekiwali od niego, że też będzie taki wspaniały? Jedyny pozytyw jest taki, że ma zawsze w zanadrzu świetnie przebranie Harry’ego Pottera.
Przez okno widział boisko do quidditcha. Ślizgoni mieli trening. Szukający wyleciał wysoko ponad murawę w pogoni za zniczem. Albus zacisnął zęby.
Szukający. Tfu!
– Co ci? – spytała Laurel, ściągając brwi.
– Myślę o tym, jak pofarciło się Malfoyowi, że dostał się do drużyny, nie powinno go tam przecież być. Poprzedni to świetny gracz, a ten szczur był do kitu na eliminacjach.
– Ale dla nas to dobrze przecież – zdziwiła się Rose.
– Niby tak, ale myślę tak sobie, że przecież nie tak trudno byłoby wykopać naszego szukającego i wstawić tę ciamajdę na jego miejsce. – Wskazał głową w kąt pokoju, gdzie niski chłopczyk z aparatem na zęby skrobał coś zawzięcie na pergaminie. Siedział sam.
– Mówisz, że Riley Roger mógłby spowodować wypadek naszego szukającego, żeby dostać się do drużyny? W jakim ty świecie żyjesz, Al?
– To tylko przykład – obronił się. – Riley nie potrafiłby tego zrobić przecież, on nic nie potrafi. Nie powinno go być w Gryffindorze. Tfu.
Rose nieco się skuliła.
– Nie powinieneś tak mówić – wyszeptała. – Może on jest w porządku?
Albus zaczął wymieniać powody, dla których Riley Roger nie mógł być w porządku. Dziewczyny milczały.
***
Odkąd dostał się do drużyny, Scorpius Malfoy puszył się jeszcze bardziej niż zwykle. Jedyną dobrą stroną tej sytuacji był fakt, że nie miał czasu dręczyć Rose. James jednak bardzo źle znosił odsunięcie od quidditcha i chodził okropnie podminowany. Przypominał sklątkę tylnowybuchową. Nikt nie mógł z nim wytrzymać, dodatkowo wymyślił sobie, że ktoś wszystko ukartował, żeby wyeliminować go z nadchodzących meczów. Rozprawiał o tej teorii tak głośno w pokoju wspólnym, że Laurel nie wytrzymała i wyszła z pracą domową do biblioteki. Jednak nie tylko ona szukała tam schronienia.
Przy stoliku pod oknem siedział samotnie Riley Roger. Włosy miał rozczochrane, a grzywka wpadała mu do oczu. Wyglądał, jakby nie zwracał uwagi na otoczenie, jednak był jakiś smutek w jego spojrzeniu. Coś poruszyło się w środku Laurel i zdecydowała się na krok, o podjęcie którego nigdy by się nie posądzała. Usiadła obok tego wiecznie samego chłopaka. Nie zauważył jej.
– Cześć, Riley – zaczęła miło. Chłopak zastygnął. Po kilku okropnie niezręcznych sekundach ostrożnie podniósł wzrok i wyseplenił:
– Rozmawiasz ze mną?
– Tak, jeszcze nie mieliśmy okazji, prawda? – kontynuowała tym samym słodkim tonem. Riley lekko się zarumienił i wyciągnął do niej dłoń. Laurel uścisnęła ją mocno.
– Miło poznać – wyrzucił z siebie na wydechu. – Jestem Riley i jeszcze nikt nie chciał mnie poznać, chcesz mnie poznać?
Laurel zrobiło się go trochę żal, dlatego uśmiechnęła się przyjaźnie i odpowiedziała:
– Bardzo chętnie.
Serce Rileya zaczęło zdecydowanie szybciej bić.

Kilka godzin później Laurel wparowała do pokoju wspólnego jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie przywołujące.
– GDZIE JEST JAMES SYRIUSZ POTTER? – zawołała spod portretu, a wszyscy obrócili głowy w jej kierunku.
– Czego chcesz? – Poszukiwany rzucił w jej kierunku gniewne spojrzenie.
– Musimy porozmawiać. – Złapała go za nadgarstek i wyciągnęła z pokoju. Na korytarzu wzięła głęboki oddech i wyrzuciła z siebie: - Riley Roger uważa, że Scorpius Malfoy zaczarował twoją miotłę, żebyś wpadł na tego kolesia podczas meczu.
– Czekaj. Co? Riley Roger?
– Tak, Riley Roger – powtórzyła poirytowana. – Zamierzasz coś z tym zrobić czy nie?
James natychmiast ruszył korytarzem, a Laurel popędziła po Rose. Potter dopadł Scorpiusa na błoniach, z różdżką w dłoni podszedł do Ślizgona i natychmiast przyszpilił go ramieniem do drzewa.
– Chyba mamy do pogadania, Malfoy – wycedził. Scorpius wytrzeszczył oczy, nie mogąc wydusić słowa. – Nic nie zamierasz powiedzieć? Boisz się?
– Tchórz ci powiedział! – zakwilił Malfoy. James drgnął.
– Słucham?
– Stchórzyła i ci powiedziała! Wiedziałem, że jest słaba!
– Czy możesz mówić jaśniej? – znów wycedził James przez zaciśnięte zęby. Przyłożył różdżkę do gardła Malfoya. Ślizgon zawahał się.
– Chodzi o Rose, tak?
– O Rose? – powtórzył James i docisnął ramię. – Co zrobiłeś Rose?
W tym momencie dziewczynki wbiegły na błonia. Na widok Malfoya zdanego na łaskę rozwścieczonego Jamesa Pottera Rose zamarła.
– Znęca się nad nią od zeszłego września – wysapał Albus, nadbiegając od strony jeziora. – Zabroniła komukolwiek mówić, ale chyba przyszedł czas na twój nos, Malfoy.
Scorpiusem zatrząsnął szloch. Rose schowała twarz w dłonie. Zbiegli się gapie, w tym Gryfoni wracający z treningu quidditcha.
– Fred, mogę pożyczyć miotłę? – zapytał James, nie odrywając wzroku od Malfoya. – Chyba pora wypędzić szczury.
Fred bez słowa rzucił Jamesowi miotłę, a ten bez trudu ją złapał. Chwilę potem już siedział na niej, ciągnąć za sobą przerażonego Malfoya. Tłum na ziemi wiwatował, ale gdy chłopcy zniknęli z oczu, stracił zainteresowanie i każdy poszedł w swoją stronę. W tej chwili dalej przerażona Rose straciła Laurel i Albusa, którzy najwidoczniej poszli razem z tłumem.
Nie chciała, żeby James zabił Malfoya, to by ściągnęła na niego kłopoty. Korzystając więc z niewątpliwego daru losu, jakim była chwila samotności, szybko podbiegła do drzewa i wdrapała się na nie, próbując wypatrzeć miotłę. Kilka minut później James nadleciał, dalej ciągnąc za sobą Scorpiusa. Okrążał w locie wierzbę bijącą i niewątpliwie coś mówił. W pewnym momencie zanurkował i… rzucił Malfoyem idealnie między rozszalałymi gałęziami, aż ten uderzył w pień. Przylgnął do niego rozpaczliwie. James odleciał, triumfując.
Rose natychmiast zeszła z drzewa i podbiegła do wierzby. Gorączkowo myślała, jak może pomóc Malfoyowi, ale drzewo nie chciało się uspokoić.
– Pomóż mi! – zawołał błagalnie.
– A jeśli się boję? – odkrzyknęła buntowniczym tonem.
– Nie boisz się! Przepraszam! To nie ja rzuciłem zaklęcie na miotłę Jamesa! Przepraszam! Przepraszam przepraszam przepraszam przepraszam!
Rose poczuła nagły przypływ adrenaliny i wskoczyła między gałęzie. Nie wiedziała, czy to był cud czy wrodzony talent, ale w jakiś sposób ominął ją gniew drzewa. Złapała Scorpiusa za rękę i skacząc, schylając się i gwałtownie przystając, uciekli z pola rażenia wierzby.
Sapiąc, położyli się na trawie.
– Wiesz, że łatwiej było najpierw poczekać, aż się uspokoi? – zapytała po chwili Rose.
– Przepraszam.
– Nie przepraszaj. Już dość się nasłuchałam. Powinieneś przeprosić Jamesa.
– To nie ja! – zaprotestował od razu. – To znaczy: próbowałem rzucić to zaklęcie, ale nie dałem rady.
Rose prychnęła.
– W takim razie kto?
Scorpius wzruszył ramionami.
– Może coś się zepsuło, a kolejny Postrzelony Potter dorobił sobie teorię spiskową.
– Ej! Bo zaraz znowu zawołam Jamesa!
Scorpius zrobił długi wdech.
– Przepraszam. Naprawdę jestem szczurem. Pewnie James się po prostu zagapił. Spróbujemy jeszcze raz? – zapytał, patrząc na Rose. Dziewczyna wstała i podała rękę Malfoyowi. Ten też się podniósł i od razu chwycił jej wyciągniętą dłoń.
– Jestem Rose. Miło mi cię poznać.
– Scorpius. Będziemy dobrymi przyjaciółmi, czuję to, wiesz?

 ____________________________
Tytuł w oczywisty sposób (#tylkodlamnie) nawiązuje do pierwszego odcinka Witch (It Begins). No więc tak to się zaczęło. James później wyrósł z dramatyzowania i nieodpowiedzialności, spokojnie można go dalej lubić.
Tak, to ten moment, kiedy Rilel się zaczyna.
Scrose jeszcze nie.

DZISIAJ URODZINY!1!!1!111

14 komentarzy :

  1. NAJLEPSZEGO <333
    *byłam pierwsza hehe*
    (Przeczytam jak zjem, serio xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ups xD
      Tytuł jest oczywisty nie tylko dla ciebie, w końcu mam już za sobą cały pierwszy sezon Witch -,-
      Ale opowiadanie baaaardzo mi się podoba, tylko może... Czy ja wiem, jakoś nie pasuje mi do twoich postaci xD W sensie nie pasuje mi do nich taka przeszłość (?).
      Naprawdę nie wiem czemu, bo jest świetne!!!
      Po prostu jestem dziwna, wybacz :")

      Ps TO JEST SERIO C U D O W N E <333

      Usuń
  2. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO DLA ZB!
    Żeby dalej było tak świetne jak jest, i żebyś, Alu, częściej posty dodawała, bo cierpię na niedobór dobrych opowiadań w internecie. A te twoje zdecydowanie są dobre.
    Następnego roczku zb, nowych czytelników, więcej komentarzy i zakończenia syrenek, bo czekam.
    A komentarz o miniaturce... Ugh, mam zbytnie rozchwianie emocjonalne żeby pisać cokolwiek sensownego, więc napiszę tylko, że jak zwykle 10/10 i było cudnie. No.
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  3. Tyle szczęścia na zb w tym tygodniu ❤ Muszę przyznać, że reszta opowiadań o GH podobała mi się bardziej :( To tu jakoś zalatywało kanonem, Scoripius okropnie przypominał mi Draco :( Aż tak się zmienił? Pokochał Rose? No ale twoja wizja, przyjmuję ją :D Fajnie było się dowiedzieć jak to wszystko się zaczęło ^^. Ponawiam życzenia z wczoraj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On ma tu tylko dwanaście lat, idealny moment na ukształtowanie porządnego (w miarę) obywatela. I ich relacja nigdy nie była łatwa, nie ma tak dobrze :P. A to opowiadanie otwiera mi drzwi do kilku... ciekawszych sytuacji >:).
      Z drugiej strony jak Draco mógłby wychować mojego Scorpiusa? Astoria chyba nie była aż tak wspaniałą matką.
      "zalatywało kanonem" to rozumiem negatywna uwaga :v?

      Usuń
    2. Miałam raczej na myśli, że twoje ff podobały mi się bardziej niż kanon, a to tu tak jak oryginał pani Rowling, meh :v Nie twierdzę że, to nie może mieć logocznego ciągu, i czekam na kilka ciekawszych sytuacji :)

      Usuń
  4. HEPI BERZDEJ! *^* (po raz kolejny :'D)
    To było super. *-* Miałam wrażenie, jakbym czytała o Draconie i WCALE nie miałam ochoty w międzyczasie Scorpiusa zabić... Trochę mnie ciekawi, jak Rose uchroniła się przed wierzbą. Może ze starości zrobiła się wolniejsza? :')
    I tego... *nie wie co ma dalej napisać* Jeszcze raz najlepszego! ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Riley jest uroczy, a Rilel jest super <3 Scena w bibliotece jest taka cute <3
    Ale nie wiem... Z jednej strony podoba mi się przemiana Scorpiusa, ale z drugiej... jego zachowanie tutaj mi się strasznie nie podoba. No i tak szybko się zmienił? Wystarczyło że James rzucił go na wierzbę i już zrozumiał, że był szczurem?
    Ale oczywiście opowiadanie świetne i w ogóle <3

    PS *możliwy spojler??* nie mogę przestać myśleć o tym fragmencie ze zdjęcia na fb (wiem, że nie powinnam czytać, ale to było silniejsze ode mnie!) - mam wrażenie, że Rose później nie będzie mogła mu wybaczyć, bo znowu nazwie ją tak, jak to robił wcześniej, zanim zostali przyjaciółmi (TCHÓRZ!). Aaaa, moje serce. To już mnie boli, a jeszcze jakby się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie, to mu zajęło dużo czasu, ale jego momentem przełomowym był fakt, że to Rose go uratowała, a nie żaden z jego kolegów. Więc chce jej za to podziękować, bo nigdy w głębi duszy taki nie był. To taka fasada. Ale sam proces wychodzenia na ludzi to nie było ot. On zrozumiał, że niezasłużenie znęcał się nad Rose, a nie że nie zrozumiał fundamentalnych praw rządzących światem. To dzieci.
      No, naprawdę, umotywuję to jeszcze kiedyś XD.

      NO CO TO ZA CZYTANIE PRZED CZAAAASEM. NIE MOŻNA TAK. Nic nie powiem, ale to był bardzo luźny szkic, więc nie ma co się przywiązywać.

      Usuń
    2. Okay, trochę bardziej rozumiem. I czekam na umotywowanie XD

      PRZEPRASZAM. TO PO PROSTU DZIAŁA TAK: WIDZĘ SCROSE ALICJI KACZMAREK = CZYTAM

      Usuń
    3. Poprawka: WIDZĘ TEKST ALICJI KACZMAREK = CZYTAM

      Usuń
  6. When my students studied the epochs and learned the dinosaurs that lived in every one, they realised that there was no class known as dinosaurs. As mentioned above, the 3D printer lets you combine engineering and know-how Mittens into language and historical past topics. With these mini prints, printing larger editions, permits me find a way to|to have the power to} supply unique prints at a extra accessible entry worth.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka